- Szanowny pan sędzia sam był
„— Szanowny pan sędzia sam był kiedyś sztubakiem i sprzedał mi kamizelkę, to ja się też pana sędzi musiałem wtedy pytać, czyja ona jest
Śmiechu było co niemiara, ale niestety nie pamiętam, jaki zapadł wyrok.
Miasto i okolicę najlepiej widać ze szczytu Karczówki. Chodziłem tam bardzo często z dziadziem Kruczkiem. Stanowiliśmy nierozłączną parę. Byłem jego ulubionym wnuczkiem, ja zaś nigdy nie płatałem mu żadnych figli. W domu dziadzio zazwyczaj milczał, dla mnie jednak, gdy byliśmy sami, nie skąpił słów.
Siadywaliśmy pod samym szczytem na wielkim głazie. U naszych stóp, jak na dłoni, leżały Kielce. Słuchałem opowieści o historii miasta, o rzekomo pochowanym na Świętym Krzyżu w złotej zbroi Jaremie Wiśniowieckim, postrachu zaporoskich Kozaków. Przeżywałem zacięte boje i tragiczne losy powstańców 1863 roku, które tu, w Górach Świętokrzyskich, przypadły im w udziale. Dziadzio opowiadał o Langiewiczu, o spaleniu Małogoszczy i wielu, wielu wydarzeniach, związanych z regionem kieleckim i historią Polski.
Dzięki dziadziowi nauczyłem się też podpatrywać i szanować przyrodę. Wpoił we mnie podstawowe zasady orientacji w terenie. A czynił to wszystko w tak przystępny sposób, że z łatwością kodowałem w swej dziecięcej główce zasłyszane wiadomości i do dziś pamiętam każde niemal Twoje słowo, mój dobry pierwszy nauczycielu!“(4)