- Szukam prawdy Szukam
„— Szukam prawdy... Szukam, czego tu nie znajduję... Zgłębiłem ciało, sięgnąłem w głąb duszy... Jeżeli zgodziłem się przyjść do was, kiedy mnie zapraszano — powiedział to słowo z naciskiem — to dlatego, że spodziewałem się być użyteczny Daję więc, a nie biorę.
— Mylisz się, dostojny bracie — odezwał się świeży i słodko brzmiący głos — więcej niż sądzisz jest do znalezienia w towarzystwie niewidzialnych, do którego chcesz wstąpić. Tu jest przyszłość świata. Tu jest całkowite poznanie prawdy.
Rousseau rozpoznał w mówiącym drugiego z młodych ludzi, z którymi spotkał się dziś rano w związku z sądem królewskim.
Mężczyzna ten, czarno i z wyróżniającą go korzystnie elegancją ubrany, opierał się o boczną ścianę podwyższenia, a twarz jego, oświetlona łagodnym światłem, jaśniała pięknością i prostotą.
— Ach, poznanie prawdy — rzekł Rousseau — przepaść bezdenna. Jeden z was mówi mi o nauce, o prawdzie, drugi o materii, o cierpieniach... Komu wierzyć Działoby się więc to samo wśród braci niewidzialnych, co między żarłocznymi wilkami w świecie, który burzy się nad naszymi głowami W moich książkach starałem się...
— W twoich książkach — przerwał mu porywczo Marat — wskazujesz dobro, ale dobro niedościgłe. Podobny jesteś do tego, kto chciałby karmić zgłodniałe rzesze bańkami z mydła, odbijającymi barwami tęczy promienie słońca.“(15)